„Bo człowiek to nie kartka papieru” – wywiad z Łukaszem Sójką, twórcą pierwszej polskiej platformy do wideorekrutacji

Categories Wywiady0 Comments

Rynek HR cały czas się zmienia. Jednym z trendów, który zdobywa coraz to nowych zwolenników jest wideorekrutacja. Nic dziwnego, narzędzie to pozwala w znacznie krótszym czasie niż standardowe rozmowy kwalifikacyjne poznać kandydatów. Co więcej, okazuje się bardziej miarodajne niż sama analiza CV, bo człowiek to przecież więcej niż dyplomy i ukończone kursy. Zastanawialiście się kiedyś, skąd pomysł na wideorekrutację i jak to wszystko wygląda od drugiej strony? Na te i inne pytania odpowiada Łukasz Sójka – twórca pierwszego polskiego rozwiązania do wideorekrutacji – ZapraszamNaRozmowe.pl.

Jakub Banach: Jak długo zajmuje się Pan HR-em?

Łukasz Sójka: W zasadzie nie wywodzimy się bezpośrednio ze świata HR.


J.B: Skąd w takim razie pomysł na ZapraszamNaRozmowe.pl?

Ł.S: Świat się zmienia, a potrzebę nowoczesnych rozwiązań dla HR, jako founder typowego  projektu startupowego, dostrzegłem pełniąc funkcje menedżerskie, w których to silne były potrzeby rekrutacyjne. Analizując z wielu perspektyw trudne zagadnienia związane z rekrutacją w obecnych realiach, doszliśmy z zespołem do wniosku, że rekruterom brakuje narzędzi do spełnienia oczekiwań kandydatów i biznesu. Kandydat na co dzień obcujący z nowoczesnymi rozwiązaniami oczekuje szybkości procesów i dostępu do informacji, a biznes chce, by były one lepsze, szybsze i tańsze. Kluczowa okazała się obserwacja procesów preselekcji. Liczba aplikacji zgłaszanych w projektach rekrutacyjnych wciąż bywa niezwykle wysoka. Gorzej jest z ich jakością i dopasowaniem do potrzeb. Zdesperowani kandydaci wysyłają swoje CV masowo, a pasywne talenty nie wysyłają swoich zgłoszeń niemal w ogóle. W ramach naszych analiz pracy rekrutera okazało się, że prace screeningowe są najbardziej pracochłonne i najmniej satysfakcjonujące. Tak pojawił się pomysł na prawdopodobnie pierwszą polską platformę do wideorekrutacji. Wideorekrutacje pozwalają być bardziej liberalnym na poziomie screeningu i dać szansę przedstawienia się większej liczbie kandydatów. Forma ta odpowiada kandydatom pasywnym, którzy nie chcą poświęcać czasu w pracy na wstępne etapy rekrutacji. W finale możemy poznać większą liczbą kandydatów w krótszym czasie, a to oznacza niższe koszty i lepsze wybory.

J.B: A co Panem kierowało podczas tworzenia ZNR? Czy bardziej napędzało Pana zamiłowanie do technologii, czy może jednak do HRu?

Ł.S: Sprawy ludzkie i szukanie poprawy efektywności w biznesie były mi zawsze bardzo bliskie. Doświadczenia w rozwiązaniach interaktywnych, pierwsze opinie dotyczące oceny potencjału usługi, przykłady zastosowań w krajach o bardziej rozwiniętych rynkach, były sygnałami do optymizmu i zaparcia przy wdrożeniu. Wizja faktycznej pomocy w uproszczeniu – automatyzacji procesów preselekcji, które im bardziej wystandaryzowane tym lepsze i ciągły rozwój technologii to czynniki, które decydują o dużym potencjale wideorekrutacji. Według naszych analiz staną się one w ciągu najbliższej dekady standardem w działaniach rekrutacyjnych.

J.B: Jak długą drogę przeszło ZNR od koncepcji do momentu rynkowego debiutu?

Ł.S: Po 2 latach od narodzin pomysłu udało nam się wypchnąć projekt na rynek. Uważamy to za spory sukces, tym bardziej że łatwo nie było. Największą przeszkodą było znalezienie finansowania. Zdecydowaliśmy się pomimo wielu głosów krytyki na środki unijne. Nasze doświadczenia są jednak pozytywne.Po pierwsze wymóg do określonego czasowo precyzyjnego opisania projektu, do którego potrzeba wsparcia ekspertów. Ma on oczywiście swoje duże ograniczenia, ale z perspektywy czasu należy określić, że suma korzyści przewyższa aspekty negatywne. Po drugie motywacja do ukończenia wdrożenia projektu – również w określonym terminie, z rygorystycznym pilnowaniem dokumentacji wdrożeniowej. No i najważniejszy element to wsparcie finansowe, bez którego projekt, nawet najlepszy, pozostałby jedynie świstkiem papieru.

J.B: Obiegowa opinia głosi, że najtrudniejsze są zawsze początki. Co Panu sprawiało największą trudność w pierwszym etapie funkcjonowania projektu?

Ł.S: Wydaje nam się, że cały czas jesteśmy na początku drogi. Pierwszy milion cały czas przed nami. Największą trudnością jest przywiązanie do tradycyjnych rozwiązań. Telefon, notes, długopis – cały czas stanowią główne narzędzie pracy. Nie sprawdziło się założenie sprzedaży w oparciu o mikropłatności. Proces sprzedaży usługi jest stosunkowo długi i kosztowny. Widzimy zdecydowanie większe zainteresowanie podmiotów dużych o powtarzalnych, niemal ciągłych projektach rekrutacyjnych. Nasza strategia dotarcia przesuwa się w stronę takich organizacji.

J.B: Zespół ZNR? Kto to jest? Ile osób czuwa nad przyszłością rekrutacji w Polsce?

Ł.S: Jesteśmy obecnie sprawnym, efektywnym, kilkuosobowym zespołem, wspieranym przez zewnętrzne podmioty. Nie rozbudowujemy struktur ponad potrzeby, chcemy oferować konkurencyjne cenowo rozwiązanie, nasz zespół jest potrzebny klientowi na etapie wdrożenia produktu w firmie. Dalszy proces jest niemal bezobsługowy. Mamy zespół produkujący content video – zawsze rekomendujemy, aby Klient sam profesjonalnie przygotował również swoje pytania i podobnie jak kandydat pokazał swoją twarz w wideorekrutacji. To czasem również bywa wyzwaniem.

J.B: Czy uważa Pan siebie za reformatora polskiego HR-u? ZNR jest pierwszym tego typu polskim rozwiązaniem, ale nie tylko to mam na myśli. Zaangażowaliście się w kampanię społeczną, która pokazuje, że nowoczesne technologie nie muszą być tylko sztuką dla sztuki, ale mogą zmieniać codzienność. Jakie to uczucie?

Ł.S: Głęboko wierzymy, że można zmieniać rzeczywistość, że przełomowe rozwiązania pozwalają na realizację procesów szybciej, lepiej, taniej – tak było przecież ze wszystkimi wynalazkami w historii ludzkości. Nie mamy jednak poczucia bycia reformatorem, jeszcze nie teraz. Przed nami długa praca i potrzeba budowy świadomości branży. Faktycznie jednak, pierwsze doświadczenia są pozytywne. Nasze angażowanie się w projekty społeczne wynika z wewnętrznych potrzeb. Oczywiście łączymy je z produktem, bo wprost na to pozwala. Dzięki wideorekrutacjom możemy zmniejszać bariery na rynku pracy, pomagać niepełnosprawnym, wspierać cenne osoby, które powszechnie – zupełnie bezzasadnie –  uznaje się za wykluczone z rynku pracy.

J.B: Jakie wyzwania czekają na ZNR w przyszłości?

Ł.S: Największe wyzwania czekają na nas w najbliższym czasie. Cały czas jesteśmy na etapie inwestycji w edukację rynku, widzimy konieczność rozwoju inwestycji o część mobilną. Prawdopodobnie czeka nas nieuchronna konsolidacja z większym podmiotem, z którym moglibyśmy połączyć zakres świadczonych usług. Patrzymy jednak w przyszłość optymistycznie i każdy wariant jest dla nas szansą.

J.B: Bardzo dziękuję za rozmowę.

 


Więcej o narzędziu ZapraszamNaRozmowe.pl znajdziesz tutaj:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *